Amerykanie pracują teraz nad stworzeniem europejskiego kontyngentu, który ma być wysłany na Ukrainę w ramach planu pokojowego Trumpa. Intensywne negocjacje polsko-amerykańskie trwają w najlepsze. Polskę reprezentuje w nich prezydent Duda, który także za poprzedniego rządu był naszym frontmanem w stosunkach z USA.
Dlaczego prezydent utrzymał tę rolę również pod rządami Tuska? Otóż rząd polski nie ma kim negocjować z USA. Niedopuszczalne wypowiedzi Tuska i Sikorskiego o prezydencie Trumpie spowodowały, że żadna ze stron nie czułaby się komfortowo, negocjując z ich udziałem. Po ostatnim skandalu z tłumaczką ten problem rozciągnął się zapewne także na Kosiniaka-Kamysza. Natomiast do prezydenta Dudy Amerykanie mają zaufanie. Tusk więc musiał się zgodzić na tak niezwykłą reprezentację.
Oczywiście, wszelkie ewentualne decyzje podejmie rząd Tuska, a negocjacje odbywają się w ścisłej koordynacji z nim.
Trump obiecał swoim wyborcom wiele rzeczy, w tym zakończenie wojny i wysłanie do pilnowania pokoju wojsk europejskich, a nie amerykańskich. Te obietnice są zasadniczo podyktowane konsyderacjami polityki wewnętrznej – nastrojami amerykańskich wyborców, którzy nie chcą angażować swoich wojsk, ale chcą końca wojny, a w szczególności chcą zakończenia przepływów pieniężnych i transferów sprzętowych z USA na Ukrainę (z których – co nie stanowi tajemnicy – pewna część jest rozkradana).
Trump jest teraz na musiku. Naobiecywał sporo. A USA to nie Polska, tam z obietnic wyborczych trzeba się wywiązywać. Teraz niewątpliwie jego przedstawiciele obiecują Polsce złote góry za wysłanie naszego wojska na Ukrainę. Państw, które mogłyby takie wojska wysłać, jest niewiele. W każdym razie Wielka Brytania już wstępnie zadeklarowała gotowość, czyli już tam doszło do dobicia targu z USA.
Czy powinniśmy się zgodzić na wysłanie wojsk na Ukrainę? Na ten moment nie. Wszystko jednak zależy od dwóch rodzajów ustaleń.
1. Rules of Engagement
W interesie polskim jest, żeby bazy WP na Ukrainie NIE znajdowały się w bezpośredniej bliskości linii demarkacyjnej i żeby żołnierze WP „patrolowali” tę linię w pewnej od niej odległości. W razie pojawienia się zagrożenia, bazy powinny ulec natychmiastowej ewakuacji – środki ku temu muszą być cały czas dostępne. Z drugiej strony, jakikolwiek atak na żołnierzy WP (nie tylko przez umundurowanych Rosjan, bardziej należy się obawiać różnych „zielonych ludzików”) powinien wiązać się ze z góry ustalonymi, skrajnie dotkliwymi konsekwencjami dla Rosji. Analogiczne konsekwencje powinny obciążać Ukrainę w razie prowokacji z jej strony, czego też nie wolno wykluczać.
2. Korzyści dla Polski
Wysłanie żołnierzy WP w strefę zagrożenia, zasadniczo w interesie USA, jest dopuszczalne tylko wtedy, jeśli będzie zrekompensowane Polsce bardzo wyraźnymi korzyściami, zarówno politycznymi (dopuszczenie „do stolika” – to jest najważniejsze), finansowymi (przejęcie przez USA, przynajmniej w istotnej części, finansowania sprzętu wojskowego, który zamówiliśmy i zamówimy w amerykańskich firmach), militarnymi (relokacja znaczących sił USA do Polski) i gospodarczymi (inwestycje amerykańskich firm w branżę AI, zdjęcie Polski z listy sankcyjnej dot. technologii AI, zniżki na amerykański gaz i uczynienie z Polski hubu dystrybucyjnego tego gazu, wyłączenie Polski z nadchodzącej wojny celnej USA przeciw EU).
Innymi słowy, znaleźliśmy się w potencjalnie korzystnej sytuacji. Można wiele ugrać dla Polski, ale jeżeli warunki nie będą nam odpowiadać, należy bezwzględnie postawić twarde „NIE”. Tym razem to nie my jesteśmy petentem. Dzisiejsza wypowiedź Komorowskiego, że Polska „oczywiście” powinna wysłać wojska, jest przykładem skrajnej nieodpowiedzialności.
Jak w tym wszystkim zachowa się Donald Tusk? I tu zaczynają się schody. Co jeśli sprzeciwią się Niemcy? Czy postąpi wbrew ich woli? Nigdy tego jeszcze nie zrobił, więc byłoby to zaskoczenie. Co jeśli to Niemcy dobiją targu z USA w imieniu Tuska i to oni odniosą korzyści, a my tylko ryzyko i koszty? Jeśli Tusk miałby się zgodzić, to jakie warunki postawi? Przymknięcie oczu przez USA na eliminację opozycji w Polsce? Pomoc Trzaskowskiemu w wygraniu wyborów? Jestem pesymistą. I powtarzam: w razie jakichkolwiek wątpliwości, wojsk nie wysyłać.
autor: Zygfryd Czaban
źródło: https://x.com/CDzwoni/status/1891474803443327270